Feeds:
Posty
Komentarze

Posts Tagged ‘Instytut Historii Sztuki’

21 kwietnia 2010 roku mieliśmy przyjemność gościć w Instytucie Historii Sztuki dr Annę Nacher, która przybliżyłanam jeszcze stosunkowo nowy problem sztuki mediów lokacyjnych. Z racji dużego zainteresowania tematem wśród uczestników wykładu, organizatorzy postanowili tym razem napisać coś więcej niż zwyczajowe trzy zdania i dzięki temu przypomnieć wszystkim ten niezwykle interesujący temat.

Sztuka mediów lokacyjnych ma krótką historię, a jej korzeni należy szukać w zbiorowym projekcie artystycznym „Locative Media” jaki miał miejsce pomiędzy 16 a 26 lipca 2003 roku w K@2 Culture and Information Centre, który znajduje się na opuszczonym terenie wojskowym w Lepaji (Łotwa). Dokładniejsze informacje o projekcie na stronie:

MAPPING KAROSTA

Sztuka mediów lokacyjnych opiera się na wykorzystywaniu mediów przenośnych, takich jak GPS, laptopy czy telefony komórkowe. Internet jest jedną z platform, po której poruszają się artyści, lecz nie jedyną.

Jednym z najbardziej rozpoznawalnych projektów sztuki mediów lokacyjnych jest BIOMAPPING autorstwa Chritiana Nolda. Celem projektu jest stworzenie emocjonalnej mapy wybranego miejsca (np. miasta). W tym celu grupa badanych – pewna ilość mieszkańców danego terenu – zobowiązana jest do założenia urządzenia „Galvanic Skin Response” oraz spacerowania w takim ekwipunku po mieście.  Jest to narzędzie z kręgu technologii nadzoru – nadaje podmiotowość spostrzeżeniom uczestników projektu przez aparaturę. Działanie Galvanic Skin Response porównać można do działania wykrywacza kłamstw – podczas gdy uczestnicy projektu spacerują po mieście, urządzenie wykrywa ich emocje (np. przyśpieszony puls, pocenie rąk). Zarejestrowane wyniki spaceru przenoszone są na siatkę miasta i tak powstaje mapa emocjonalna danego miejsca, dzięki której możemy zobaczyć, jak miasto jest postrzegane przez jego mieszkańców – jakie miejsca wywołują emocje pozytywne, jakie tereny miejskie najbardziej tętnią życiem, co mieszkańców drażni, a co wyraźnie sprawia im przyjemność. Uczestnicy projektu mogą też dodawać swoje komentarze do wybranych miejsc i w ten sposób uzasadnić swoje odczucia (np. „Tu po raz pierwszy pocałowałem Karen”, „Pyszne lody z George’em”, „Straszny korek na skrzyżowaniu, kiedy oni wreszcie skończą ten remont?!”).

Tego typu spacery odbyły się w kilku miastach:  Greenwich, Stockport czy San Francisco. Badania prowadziły często do interesujących odkryć.  Badania w Stockport wykazały, że w pamięci mieszkańców miasta nadal egzystuje rzeczka, która kiedyś przepływała przez miasto, ale została zniszczona w celu pozyskania nowych terenów budowlanych. Odkryto w ten sposób tłumiony żal mieszkańców oraz nostalgię za przestrzenią przyjazną człowiekowi; w miejscu, gdzie stoi galeria handlowa, uczestnicy projektu komentowali „shop shop shop”, dając tym samym znak, że brakuje im przestrzeni bez handlu, gdzie mogliby przebywać po prostu, bez konieczności zakupów. W ten sposób organizatorzy dokonali następnego odkrycia: okazało się, że mieszkańcom brak instytucji placu miejskiego.

Więcej informacji o poszczególnych projektach na stronie:

BIOMAPPING/EMOTION MAP

Interesującym eksperymentem był też projekt „Newham Sensory Depravation Map”, którego uczestnicy mieli zasłonięte oczy i musiały postrzegać przestrzeń miejską poprzez dźwięki i zapachy.

Kolejnym znaczącym projektem jest TRANSBORDER IMMIGRANT TOOL autorstwa Ricardo Domingueza i Bretta Stalabauma. Projekt rozgrywa się na granicy Meksyku i Stanów; jego głównym celem jest pomoc imigrantom próbującym przebyć ten trudny teren poprzez możliwość informacji o patrolach straży granicznej, zasobach wody czy możliwych kryjówkach. Nie jest to typowy projekt miejski, z racji jego pozamiejskich warunków oraz uczestników, będących ewidentnie poza hiperwładzą mapowania (np. analfabeci).  Urządzenie, jakim się posługują przypomina kompas, a wszelkie aplikacje miały wymiar obrazkowy. Na rezultaty projektu nie trzeba było długo czekać: w listopadzie 2009 po prasie amerykańskiej rozlała się fala publikacji na temat Transborder Immigrant Tool, co doprowadziło do protestów poszczególnych polityków (np. senatora Duncan Huntera, który stwierdził, że projekt służy łamaniu prawa). W rezultacie projekt został uznany za działania polityczne, a sami artyści nazywają się artywistami (artivist), co podkreślać ma społeczny wymiar ich działań. Sztuka w tym wypadku stała się rodzajem wymówki, która miała tłumaczyć funkcjonowanie projektu („to nie polityka, lecz sztuka”): jedna z aplikacji Transbordera zawierała 1 wiersz, który mógł być wysłuchany przez uczestników projektu podczas morderczej trasy przez pustynię. Atmosferę wokół projektu niewątpliwie podgrzewa fakt, że jest on finansowany z funduszy publicznych.

Autorzy projektu są na nieustannym etapie walki: nie obyło się bez interwencji milicji, detektywistycznych śledztw oraz maili z pogróżkami wobec artystów.

Więcej informacji o projekcie na stronie:

TRANSBORDER IMMIGRANT TOOL

Kontekstami dla działań Dominqueza i Stalabauma są takie zjawiska jak border art (patrz: grupa Border Art Workshop), działania Susan Leising czy Guillerma Gomez-Pena. W „sztuce granicy” artyści funkcjonują jako piraci mediów, negocjatorzy kulturowi czy uzdrowiciele wspólnot (patrz Joseph Beuys).

Zarówno Transborder Immigrant Tool, co i BioMapping poruszają wiele ważnych kwestii dotyczących egzystencji miasta, problemu miasta jako przedmiotu taktyk czy remediacji mapy jako urządzenia, które odzwierciedla świat ludzki, a nie architektoniczny. Mapowanie nie jest jednak czynnością niewinną, jako że wykorzystuje media uważane za narzędzia nadzoru. Mimo to, tego rodzaju działanie może obfitować w wiele pozytywnych rezultatów: doprowadzić do zmiany polityki zarządzania przestrzenią miejską,  może zmienić strategie stosowane w  dyskursie konserwatorskim czy choćby zmienić sposób zwiedzania miast (zamiast architektury – możliwość poznania prawdziwego oblicza miasta). Mapowanie jest już wykorzystywane np. w geotaggingu.

W takim ujęciu miasto jest rozumiane jako display, rodzaj laboratorium, co nie jest wygodną kategorią, wymagającą niejko więcej inwencji od władz miejskich niż zwyczajowe „upiększenie” czy „oczyszczenie”,  które są projektami zwykle nie rewitalizującymi przestrzeni miejskiej, prowadząc tym samym często do stopniowej gentryfikacji miasta i obumierania jego żywej tkanki. Inaczej rozwiązały ten problem władze Berlina, które fundusze przeznaczone na rewitalizację miasta przeznaczyły na wspieranie inicjatyw oddolnych (np. powstawanie małych galeryjek, świetlic itp.), czego pozytywne skutki są widoczne już dziś (nowe oblicze wschodniego Berlina).

Biorąc pod uwagę takie postrzeganie miasta, zmienia się w tym przypadku status artysty działającego w przestrzeni miejskiej: staje się on rodzajem negocjatora. Zmienia się także postać kuratora, który powinien być w tym wypadku mediatorem, a także przesłanki, jakimi powinniśmy kierować się podczas oceniania wszelkich działań i sztuki w przestrzeni miejskiej (znamienne wydaje się tu pytanie o rolę kiczu w przestrzeni publicznej).

No więc jak to jest: rzeźba Mitoraja na Rynku Głównym w Krakowie zła czy dobra? W końcu to takie rozpoznawalne miejsce spotkań!

Read Full Post »

Czym różni się komputer od patelni? Na jednym z tych przedmiotów możesz usmażyć jajko, a na drugim – stworzyć sztukę. Właśnie dlatego patelnia jest tylko narzędziem, a komputer może być określany jako medium, nowoczesny pośrednik między pomysłem artysty a skończonym dziełem.  Już pod koniec lat 60. sztuka komputerowa osiągnęła niezwykłą popularność przez fakt, iż komputer zaczął być postrzegany jako narzędzie wzmagające potencjał kreatywności artystów. Jaka jest więc rola komputera w stworzeniu dzieła – czy jest on tylko kolejnym narzędziem kreacji artystycznej czy też stał się nowym medium, które pozwoliło przedefiniować pojęcie dzieła sztuki i zupełnie zmieniło proces jego odbioru?

Na te pytania postara się odpowiedzieć Joanna Walewska podczas wykładu ”Jak możliwe jest rysowanie za pomocą komputera? Wczesna sztuka komputerowa 1960 – 1970″, organizowanego w ramach wiosennej części projektu „Electronica magistra nostra”. W ramach wykładu odbędzie się prezentacja rozwoju sztuki komputerowej (pierwszych wystaw, artystów-pionerów), przy jednoczesnym wskazaniu już na wczesnym stadium jej rozwoju na cechy definiujące sztukę nowych mediów (np. interaktywność). Poruszony zostanie także problem kontrowersji towarzyszących używaniu komputera na gruncie sztuki ze względu na jego militarny rodowód.

Wykład Joanny Walewskiej odbędzie się 16 kwietnia 2010, o godz. 17.30 w Instytucie Historii Sztuki UJ, ul. Grodzka 53, sala nr 40.

Joanna Walewska – doktorantka na Instytucie Filozofii UJ oraz Instytucie Sztuk Audiowizualnych UJ. Jej zainteresowania to m.in. sztuka nowych mediów, archeologia nowych mediów, Internet i telewizja.

Read Full Post »

Rzeczywistość wirtualna, second life i cybernetyka. Bio-art, cyberkultura i sztuczna inteligencja. Dla niektórych ciekawostka, dla zapaleńców – pasja. Do tej drugiej kategorii z pewnością zaliczyć można doktora Michała Ostrowickiego.

Ostrowiecki na prośbę członków Koła Naukowego Instytutu Historii Sztuki UJ wygłosił wykład na temat kondycji człowieka ponowoczesnego, który swoje życie coraz ściślej wiąże z przestrzenią wirtualną. Tytuł wykładu: „Od pędzla i marmuru do kamery i procesora” przedstawia główną tezę spotkania. Procesy industrializacyjne, technologizacyjne oraz komputeryzacyjne obejmujące wiele dziedzin współczesnego życia nie ominęły także sfery sztuki, która dąży do stworzenia innowacyjnych, często kontrowersyjnych projektów wykorzystujących nieużywane dotąd surowce oraz elementy.

Współczesne oblicze sztuki pociąga za sobą konieczność ponownego zdefiniowania pojęć takich jak estetyka czy etyka, gdyż ich dotychczasowe wyznaczniki okazują się być zbyt wąskie dla nowopowstałych projektów. Bo co można myśleć o dziele Eduardo Kaca, który wszczepił ludzki gen do kwiatu begonii? Jak traktować pocałunek, którego fizycznie się nie czuje, jednak dzięki technice symultanicznego nakładania obrazów odbiorcy i nadawcy – widzi na monitorze? Do czego w swoich fantastycznych wizjach jest w stanie posunąć się Masaki Fujihata, twórca tzw. obrazów łączonych? W jaki wreszcie sposób oceniać działanie mediów, które oddziałują na nas silniej, niż żywe osoby czy realnie istniejące przedmioty?

Na te oraz szereg innych pytań nie ma jednoznacznej odpowiedzi, a wykład doktora Ostrowieckiego był jedynie bodźcem, dzięki któremu zgromadzeni słuchacze mogli zastanowić się nad przyszłością rzeczywistości wirtualnej oraz skutków działań z nią związanych.

Wkraczanie na głębokie wody sztuki wirtualnej niesie ze sobą niewyobrażalny potencjał artystyczny, jednak odpowiedzialność, która się z tymi działaniami wiąże, także niepomiernie wzrasta. Dyskusja, która odbyła się po zakończeniu przez doktora Ostrowieckiego prezentacji, w dużej mierze dotyczyła owych niebezpieczeństw, z jakimi związane są nowe wymiary sztuki. Sam prowadzący z entuzjazmem odnosił się do nowinek technologicznych, jednak świadomy nieuchronności cybernetycznego postępu oraz płynących z tego faktu zagrożeń, nie przyjmował ich istnienia bezkrytycznie.

Link do artykułu

Read Full Post »

„Największym konceptualistą XX wieku był Adolf Hitler” Norman Leto z wyraźną satysfakcją wypowiada to prowokacyjne zdanie czekając wyzywająco na twój sprzeciw. Pada następne: „Maluje obrazy tylko po to żeby przenieść je do rzeczywistości wirtualnej”. Brzmi dość obłudnie jak na kogoś, kogo malarstwo pojawia się wciąż na scenie młodej sztuki polskiej. I ostatnie: „Zacznijmy od od rozpierdolenia – za przeproszeniem, ale to bardzo twarda rzecz – kultu nazwiska. Takie jest moje zdanie. Wprowadzić szum, podmieniać nazwiska, bawić się w wywiadach, jak dziecko”

Korci Cię żeby zapytać: kim jest Norman Leto? Znalezionym w wyszukiwarce google nazwiskiem, dobrze zapowiadającym się młodym artystą, zbuntowanym prowokatorem śmiejącym się szyderczo w twarz rzeczywistości naokoło? „Tak zwana rzeczywistość jest przereklamowana. Żyjemy w nudnych czasach. Chciałbym już nie czekać i uciec gdzieś indziej, dalej” Czy nie słyszałeś już tego kiedyś? „Wszystko sprowadza się do tworzenia jakiejś alternatywy?” Jakiej? Matematycznej symulacji świata wygenerowanej na domowym PC? A co jak wkradnie się błąd? Kiedy zaczniemy zastanawiać się nad negatywnymi skutkami tej nadmiernej wolności w kreowaniu nowych światów? Czy nie denerwuje Cię ilość padających w tym krótkim tekście pytań?


Instytut Historii Sztuki UJ Grodzka 53

Sala nr 39

Środa 16 grudnia 2009 18:00

kurator: Piotr Sikora

Read Full Post »

„Burza uderzyła w mój router!” zadeklarował kiedyś Łukasz Podgórni. Słowa te można interpretować także w kontekście historyczno-sztucznym, oto bowiem czas mija, a Instytut Historii Sztuki nieubłaganie zbliża się do Wielkiego Cybernetycznego Uderzenia, kiedy to przyjdzie mu zderzyć się ze sztuką na wskroś współczesną. Nie wiadomo, co tego wyniknie… Czy na skutek cyber wibracji mury runą? Przekonamy się już wkrótce, a jakby co – w Instytucie remont trwa tak czy siak, i raczej nie zanosi się na jego koniec.

My tymczasem skierujmy nasz wzrok i uszy ku poezji cybernetycznej, oraz dwóm jej znakomitym przedstawicielom, czyli Łukaszowi Podgórni oraz Tomaszowi Pułce. Są oni – w większym lub mniejszym stopniu – członkami grupy Perfokarta, której początków należy szukać w 2005 roku i działalności projektu KALeKA na poznańskiej ASP. Głównymi twórcami KALeKI byli Roman Bromboszcz i Tomasz Misiak; na tych fundametach powstała Perfokarta, w skład której wchodzą Podgórni i Pułka. Co ciekawe, obaj poeci są także członkami kolektywu domSzkocki, który przedstawia się jako spółdzielnia cyberkulturalna. Swojego czasu domSzkocki przedstawiał się jako „przystojni chłopcy z Polski”, ale ostatnio przeszli oni solidną mutację, stając się dzielnymi obrońcami Biprostalu. Projekt chętnie podałby linka do strony dSz, gdyby nie było to równoznaczne z wymierzeniem sobie ciosu-samobója. Ponieważ jednak życie to sztuka upadania i wstawania, także i Electronica magistra skacze na równe nogi (dziarsko i z półobrotu), polecając stronę dSz… Oto, co robi z miłymi chłopcami kultura digitalna:

www.domszkocki.org

Na tym barwnym tle sytuuje się poezja cybernetyczna. Rozpatrywana w kontekście współczesnej polskiej poezji jest ona  bytem oryginalnym i zastanawiającym. Dochodzi w niej do sprzężenia różnych dziedzin wiedzy – cybernetyki, literatury, muzyki, a także sztuk audiowizualnych. Poeci cybernetyczni odwołują się do  takich zjawisk jak charakterystyczne dla cybernetyki pojęcie pętli (cyklicznie powtarzanego ciągu czynności) czy „muzyki usterek”, czyli kompozycji dźwięków generowanych przez komputer i urządzenia mu towarzyszące. Poezja cybernetyczna jest konstruowana na zasadzie recyklażu – są to utwory oparte na literackich ready mades, które są modyfikowane i łączone z komputerowymi wizualizacjami i uzupełnieniem muzycznym. W takim wykonaniu utwór poetycki staje się „cybernetycznym miksem”, w którego tworzeniu niezbędny jest komputer, który deformuje tradycyjny wizerunek poety na rzecz niemalże fantastycznej postaci autora-cyborga,  prowadzącego swoisty „dialog” z językami oprogramowania i interfejsem.  Artysta upodabnia się tu do „doktora Frankensteina cybernetyki”, składając z nie myślących samodzielnie cząstek kodu html twór, który dzięki niemu zaczyna żyć poniekąd własnym życiem.

 Poezję cybernetyczną można uznać za rodzaj krytyki współczesnej, stechnologizowanej rzeczywistości: podczas prezentacji-performance’u widz jest „bombardowany” bodźcami wizualno-dźwiękowymi złożonymi z  barw, kształtów, ruchu, akcji, ale także rymów i kontrastów.  Ta stylistyka maksymalnego natężenia może wywołać rodzaj szoku estetycznego czy halucynogennego transu, podobnego to stanów, jakie przeżywają bywalcy dyskotek.W poezji cybernetycznej widoczne jest właśnie to naddanie symboliczne i emocjonalne, które zmusza odbiorców do traktowania ich twórczości w kategoriach „magii”, czegoś nie do końca zrozumiałego, ale zarazem niezwykłego. Można to określić, idąc tropem Marii Gołaszewskiej,  jako „artystyczno – technologiczny totem naszych czasów”.

Cóż można dodać… Medium is a message.

Co bardziej dociekliwych odsyłam z kolei na stronę Perfokarty:

perfokarta.net

Tymczasem należy pamiętać, że pokaz odbędzie się oczywiście w Instytucie Historii Sztuki UJ na ul. Grodzkiej 53, w sali nr 39, 26 listopada o godz. 20.00 – zapraszamy serdecznie!

Read Full Post »

Uff… nareszcie można to napisać: początek dobiegł końca, a my dzielnie przetrwaliśmy 8 bitowe uderzenie fot. Hanna Liubakovaautorstwa Marcina Ramockiego. Reakcje były różne: od skrajnego zachwytu do opadu szczęki. Poniekąd można to zrozumieć, biorąc pod uwagę fakt, że dokument Ramockiego jest naprawdę solidną dawką informacji podanych naprędce – widz może poczuć się pozbawiony oddechu. Należy jednak pamiętać o tym, że w swoich działaniach Ramocki stara się badać wpływ rozwijającej się kultury technologii na współczesne społeczeństwo, i chyba w tych kategoriach należy rozpatrywać ten film. Podobne próby badania struktur społecznych widać choćby w jego najnowszym filmie Brooklyn DIY (który mogliśmy oglądać w Krakowie podczas czerwcowego Festiwalu ArtBoom), a także w takich pracach jak blogger skins czy Anti-Pharmakon.

Więcej o Marcinie Ramockim należy szukać na stronie:

ramocki.net

Chociaż zdecydowana część dość sporej widowni ulotniła się od razu po zakończeniu filmu, udało się nam wywiązać drobną dyskusję. Co prawda niebezpiecznie zboczyła ona ku niezbadanym (przynajmniej dla historyków sztuki) obszarom demosceny, zaczęły się też pojawiać techniczne terminy nie dla każdego strawne, nalezy jednak uznać tą pogadankę za całkiem owocną, ponieważ uzmysłowiła nam ona, że zjawisko demosceny nie jest ulotym fantazmatem, lecz prężnie rozwijającą się strukturą, która – takie jest przynajmniej wrażenie po obejrzeniu najnowszych jej tworów – dąży do syntezy z innymi rodzajami sztuk, co może w przyszłości dać bardzo ciekawe rezultaty. Spójrzmy chociaż na dwa przykładowe filmiki, a z łatwością uzmysłowimy sobie, jak bardzo dzieła o tego rodzaju elektronicznej stylistyce zmieniły swoje oblicze:

Oczywiście wszystko nadal działa na podobnych zasadach: wyścigu kompetencji oraz fascynacji ograniczeniami, jakie wynikają ze stosowanych przez autorów programów.

Mamy nadzieję, że tego typu pokaz był wystarczającym zachęceniem do przyjścia na kolejne spotkanie z cyklu Electronica magistra nostra, na którym to jeszcze bardziej zagłębimy się w estetykę noise’u, glitchu i wrzasku, jak to swojego czasu obiecywał Łukasz Podgórni. Zobaczymy. 8 bit-spotkanie 004

Read Full Post »